| Ballet Preljocaj & Granular Synthesis "N" [recenzje 2007] |
|
"N" Ballet Preljocaj & Granular Synthesis, koncepcja i reżyseria: Angelin Preljocaj, Kurt Hentschläger, Ulf Langheinrich, choreografia: Angelin Preljocaj, tańczą: Virginie Caussin, Céline Galli, Anna Hagermark, Lorena O’Neill, Zaratiana Randrianantenaina, Nagisa Shirai, Hervé Chaussard, Damien Chevron, Craig Dawson, Davide Di Pretoro, Thomas Michaux, Yang Wang, produkcja: 2004 r., koprodukcja: Théâtre National de Chaillot-Paris, Festival Montpellier Danse 2004, Festival Perspectives Sarrebruck / Moselle, Théâtre de l’Olivier - Istres, Groupe Partouche - Casino municipal Aix-Thermal, czas: 73 minuty Recenzowany pokaz odbył się 14 kwietnia 2007 roku w Teatrze Dramatycznym w Warszawie Ballet Preljocaj & Granular Synthesis "N"dla serwisu tańca
Przedstawienie "N" w choreografii Angelina Preljocaja pod względem formy składało się z trzech części, wyznaczonych przez odmienne oświetlenie i zróżnicowaną jakość ruchu. Część pierwsza zawierała bardzo mało ruchu i światła. Dwójka tancerzy (prawdopodobnie mężczyzna i kobieta, ale przy tym oświetleniu trudno było to stwierdzić z całkowitą pewnością) wykonywała coś w rodzaju zapasów bądź reminiscencji z warsztatów contact improvisation, a kilkanaście pozostałych osób przetaczało się na scenie, tworząc mniej lub bardziej skupione stosy ciał. Część druga była nieco mocniej oświetlona - światło konturowe podkreślało zarysy sylwetek tancerzy, nie indywidualizując ich. Ruch w tej części stał się mocniejszy, wyrazistszy, choć niezbyt urozmaicony. Tu można było zobaczyć (dosłownie i w przenośni) pewną myśl i przesłanie. Odhumanizowane ciała wykonywały powtarzalne sekwencje ruchowe, jednakowe dla kilku par obecnych na scenie – światło padające od tyłu utrudniało identyfikację poszczególnych postaci. Niewesołe były te rozważania o kondycji ludzkiej, ale dość konsekwentne i spójne - taniec nie był radością i sposobem wyrażenia pięknych emocji, a krępował ciała i dusze, zamykał w łańcuchu kombinacji ruchowej. I dźwiękowej. Popisom tancerzy towarzyszył niski, buczący dźwięk, wprawiający balkony Teatru Dramatycznego w drżenie. Dźwięki doprowadzały nie tylko balkon do drżenia, ale także mogły u co wrażliwszych widzów spowodować migrenę. Co do czynników migrenogennych, to dodatkowo w części trzeciej widzowie zostali oślepieni mocnym światłem stroboskopowym. Tylko najwytrwalsi mogli w tym momencie obserwować ruch, bo już minucie błysków trudno było nie zamknąć oczu. Tak więc, gdy światło stroboskopowe wreszcie zgasło, widownia z ulgą zaczęła bić brawa. Angelin Preljocaj podczas poprzedniej bytności w Warszawie pokazał dość tradycyjną, choć w technikach współczesnych, inscenizację "Romea i Julii". Tym razem postanowił pokazać taniec po współczesnemu przygnębiający, bezmuzyczny i wzbogacony “efektami multimedialnymi” (których rolę tym razem odegrała krótka projekcja wideo maszerującej armii androidów w tle sceny). Oczywiście, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki i choreograf miał prawo zrobić polskim widzom niespodziankę, ba, w przypadku tańca współczesnego jest to zawsze mile widziane. Jednak ta niespodzianka nie była udana. Preljocaj zabrnął w "N" w ślepą uliczkę, tworząc taniec, którego – dosłownie – nie da się oglądać. I proszę, drodzy koledzy recenzenci, nie wciskać mi kitu o syntezie ziarnistej, sztuce konceptualnej czy jeszcze innym jej gatunku jak stało w materiałach prasowych tego spektaklu. Tym razem król jest nagi i tego nie da się ukryć. A gdy zespół Preljocaja przyjedzie po raz kolejny, z ciekawością wybiorę się na przedstawienie, żeby zobaczyć, w jakim kierunku można podążyć po "N". © Maria Górska, serwis tańca |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|


Nie było lekko, łatwo i przyjemnie. Co to, to nie. Zresztą już z założenia miało być raczej poważnie. Ale to przesłanie miało być niełatwe, a tymczasem forma okazała się kompletnie niestrawna, tak że trudno było zauważyć treść. Owszem, w materiałach prasowych pojawiło się ostrzeżenie dotyczące potencjalnej szkodliwości świateł stroboskopowych i dźwięków “o wysokim natężeniu i niskich częstotliwościach” dla małych dzieci, kobiet w ciąży, epileptyków i osób z rozrusznikami serca i aparatami słuchowymi, ale czegoś równie nienadającego się do oglądania trudno było się spodziewać...


